skamandryci
Józef Rapacki, W kawiarni Ziemiańska

Wyobraźcie sobie listopadowy wieczór sprzed stu lat, niecałe trzy tygodnie po odzyskaniu prze Polskę niepodległości.  Przy Nowym Świecie 57 kłębi się sporo ludzi. To ówczesna kulturalno-literacka elita. W środku czterech młodych poetów szykuje się do recytowania swoich wierszy.

Dokładnie sto lat temu odbył się inauguracyjny wieczór w  kawiarni „Pod Pikadorem”. Skoro więc cały listopad przebiega pod znakiem stulecia odzyskania niepodległości, to koniecznie trzeba też na warszawskim blogu wspomnieć o tej najmocniej związanej z Warszawą grupie literackiej, która w swojej twórczości zachwycała się właśnie miastem. Jego językiem i energią.

Kto postawił kolację i którym tramwajem jechał Słonimski

Pierwsi z poetów Skamandra, czyli Julian Tuwim i Jan Lechoń spotkali się w redakcji satyrycznego pisma „Sowizdrzał” przy ulicy Żelaznej. W 1917 roku Antoni Słonimski spotkał Tuwima na zebraniu autorów tekstów kabaretowych. Od razu zapałali do siebie sympatią, razem wybrali się na kolację do „Cristalu” i podobno spór o to, kto wtedy zapłacił trwał kilkadziesiąt lat. Jarosław Iwaszkiewicz poznał Jana Lechonia na obecnym placu Powstańców Warszawy przez wspólnego znajomego. Na samym końcu do tej czwórki dołączył Kazimierz Wierzyński.

Pomysłodawcą i sponsorem klubu-kawiarni „Pod Picadorem” był Tadeusz Raabe. Chciał  stworzyć miejsce na wzór kawiarni futurystycznych poetów w Moskwie i Petersburgu. Podobno pomysł narodził się w tramwaju i podobno była to „siedemnastka” (chociaż sam Tadeusz Raabe twierdził, że była to „trójka”).

Kwatera Główna Zbawieni Polski – wstęp 5 marek

Przed otwarciem kawiarni odbyła się prawdziwa „kampania reklamowa”. Były anonse w prasie, ulotki stylizowane na rewolucyjne odezwy i plakaty. Autorzy zwracali w nich uwagę na demokratyczny i masowy charakter przedsięwzięcia, sami żartobliwie nazwali swoją miejscówkę „Wielką Kwaterą Główną Zbawienia Polski od Całej Literatury Współczesnej”

Występ inauguracyjny był darmowy, chociaż wstęp możliwy był tylko na specjalne zaproszenie. W czasie kolejnych wieczorów obowiązywał już cennik. Sam wstęp kosztował 5 marek dla dorosłych, 10 marek dla młodzieży szkolnej i  35 marek dzieci do lat 4. Nietrudno się domyślić, na jakiej widowni poetom najbardziej zależało 😉 .Wszystkie inne usługi (rozmowa z poetą, objaśnienie wiersza, dedykacja itd.) były dodatkowo płatne. Oryginalną ulotkę zapowiadającą otwarcie kawiarni „Pod Pikadorem”, szczegółowy regulamin i cennik kawiarni możecie znaleźć pod tym linkiem.

Kawa, herbata i pełna sala

W kawiarni dostępna była tylko tylko kawa i herbata, ale program artystyczny był tak atrakcyjny, że codziennie między 21.00 a 23.00 sala była pełna. Wśród stałych gości była  m. in. Lucyna Messal, Bardzo popularna w tamtych czasach aktorka, śpiewaczka i tancerka operowa. Zaglądali tam również Stefan Żeromski i znany krytyk literacki Adolf Nowaczyński.

Sami poeci po skończonym wieczorze literackim często przenosili się na przeciwko do restauracji „U Turka” przy  Nowym Świecie 64. Tam zamawiali  sznycle z jajkiem, szarlotkę i turecką kawę. Wiadomo, nie samą poezją człowiek żyje.

W lutym  1919 roku Skamandryci przenieśli się do podziemi Hotelu Europejskiego i wtedy powoli zaczęła też spadać ich popularność.

Pączki z Piłsudskim i pierwsze obrotowe drzwi w Warszawie

Potem urzędowali jeszcze w  „Małej Ziemiańskiej” na Mazowieckiej 12. Była to  jedna z sześciu warszawskich filii tej cukierni, w której znajdowały się jedne z pierwszych w Warszawie obrotowych drzwi. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wertować stare przepisy i menu dawnych kawiarni i zastanawiać się, jak to wszystko smakowało. A w Ziemiańskiej podawano ptysie, faworki, stefanki, placek ze śliwkami i ziemianki (małe pączki) oraz „śledzie”, czyli torty w kształcie ryby. W pączkach właściciel chował czasami monety z marszałkiem Piłsudskim.

W słynnej cukierni „Ziemiańskiej” na ulicy Mazowieckiej znajdowało się magiczne półpiętro, gdzie stał tylko jeden stolik i gdzie schodzili się poecie „Skamandra” i różne znane osobistości ze świata artystycznego. Ileż razy marzyłam o tym stoliku poetów. Pisałam i drukowałam już trochę, ale nie miałam tam wstępu. Stolik był ekskluzywny, a straż, niesłychanie surową, pełnił przy nim Lechoń, odpędzając, przy pomocy morderczego dowcipu, wszystkich niepowołanych. Tak pisała o stoliku Skamandrytów w Ziemiańskiej Irena Krzywicka w swoich  „Wyznania gorszycielki”.

Niestety teraz po Małej Ziemiańskiej nie ma już śladu. Przypomina o niej jedynie mural na ścianie kamienicy przy Mazowieckiej 12.

 

Na koniec mam dla Was jeszcze cytat Słonimskiego, który tak wspomina czasy kawiarni „Pod Pikadorem”:

Na Krakowskim w kawiarni, w zadymionej sali

Na estradce niewielkiej, codziennie wieczorem

Jacyś młodzi poeci wiersze swe czytali

I uciszał się nagle tłum „Pod Pikadorem”,

I szumiały muz skrzydła w małej kawiarence,

Gdy Lechoń kartkę z wierszem w drżącej trzymał ręce.

A. Słonimski „Popiół i wiatr”

 

Korzystałam z książki „Warszawa Skamandrytów” Lidii Sadkowskiej – Mokkas

 

 

 

Uważasz, że to, co robimy jest wartościowe? Chcesz więcej?
Bardzo się cieszymy, bo robimy to właśnie dla Ciebie. Możemy powiadamiać Cię o nowościach na blogu. Żadnego spamu ani lania wody. Tylko nejciekawsze artykuły z danego tygodnia. 
Twój adres email jest u nas bezpieczny, a z listy powiadomień możesz się wypisać w każdej chwili.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here